Knights & Dragons recenzja

Knights & Dragons to oryginalna mieszanka kilku gatunków gier, stworzona przez studio Gree, chyba najbardziej znane z Crime City i Modern War. Gra dostępna jest w modelu free to play, a więc możecie ją pobrać bezpłatnie.

Mroczny Książe powstaje…
Knights & Dragons zgrabnie spawa ze sobą kilka różnych typów gier i jest bardzo udaną próba stworzenia czegoś nieco innego na rynku gier na telefon. Będziemy konstruować budynki, tworzyć przedmioty, walczyć w stylu gier RPG oraz korzystać z funkcji zbliżonych do karcianek. Wszystko po to, by powstrzymać powrót Mrocznego Księcia na tron królestwa – uosabia on całe zło jakie można sobie tylko wyobrazić, a jego armie sieją spustoszenie wśród poddanych. Od czasu do czasu, będzie wysyłał nam głupkowate liściki, w których będzie wyśmiewał nasze działania.

Zaczynamy od przymusowego samouczka wprowadzającego nas do wszystkich elementów tej gry na telefon – wierzcie mi, pierwszy kontakt z grą, może spowodować wrażenie małego przytłoczenia zawiłością wszystkich opcji. Potem jest jednak zdecydowanie lepiej. Samouczek jest stosunkowo długi i będzie się nam włączał, krok po kroku wyjaśniając wszystkie szczegóły – pojawiają się komiksowe postaci i tłumaczą cierpliwie, dlaczego musimy wykonać daną czynność.

Gameplay składa się z kilku istotnych części składowych. Mając podgląd na nasze królestwo, musimy krok po kroku konstruować nowe budynki, zaopatrujące nas zarówno w pieniądze (podstawową walutą jest złoto), jak i miejsca takie jak kuźnia, gdzie możemy tworzyć przedmioty dla naszej gwardii rycerzy. Są oni naszą drużyną, którą będziemy wykonywać dziesiątki zadań w grze – zaczynamy od kilku, z możliwością rekrutacji do max 6. Możemy także wynająć do walki naszych przyjaciół.

Walka mogła być ciekawsza

Przygody to zazwyczaj niezbyt złożone walki z kilkoma przeciwnikami, podzielone na kilka faz, z czekającym na końcu bossem. Walka jest generalnie automatyczna, poza tym że możemy używać specjalnego ataku (pasek z tym atakiem ładuje się cały czas). Kiedy uda nam się wysłać na tamten świat bossa za pomocą specjalnego ataku, dostajemy znacznie większą nagrodę niż tylko […]

Arcane Legends recenzja

Arcane Legends to jedno z nielicznych gier MMORPG dostępnych na urządzenia mobilne, wydana przez Spacetime Studios, znające się na rzeczy. Zapraszam na jedną z najbardziej utytułowanych gier 2012 roku!

MMORPG na smartfona
Bardzo rzadko możemy pograć w grę na telefon gatunku MMORPG na ekranach naszych urządzeń mobilnych. Spacetime Studios wyszło nam na przeciw, a że ma już doświadczenie w adaptowaniu tego gatunku na smartfony, aplikacja z miejsca została okrzyknięta jednym z objawień 2012 roku. Od tamtej pory jest regularnie aktualizowana i wzbogacana o coraz to nowe dodatki. Tyle tytułem wstępu. Zaczynamy od wyboru jednej z 3 klasy – dostępny jest Wojownik, Łotrzyca i Czarodziej. Płci nie możemy wybierać, ale to akurat mało istotny szczegół. Jeszcze tylko imię i możemy…wybrać swojego zwierzaka, który będzie nam towarzyszył i wspierał w walce. Osobiście wybrałem żółwia, bo większa część z nich dostępna jest za prawdziwe pieniądze. Interesująca wydaje się możliwość kupienia sobie rekina, takiego ziemnego – gra od początku wydaje się nie do końca na serio i taka też jest i to na każdym kroku. Ruszamy w przygodę, w bardzo kolorowym i nie do końca na serio wydaniu – czekają na nas masy wrogów, bossowie, misje, magiczne eliksiry i artefakty. Co ciekawe, w aplikacji ani na chwilę nie odczujemy osamotnienia, bo co rusz będziemy spotykać mijających nas lub walczących obok, innych graczy.

Właśnie wspólne przemierzanie świata gry z innymi, uważam za jedną z największych zalet tej aplikacji. Podróżowanie solo nie daje nam takiej satysfakcji o czym radzę pamiętać. Możemy zapisać się do gildii, nawet polskiej, w której znajdziemy mnóstwo towarzyszy do przygód i wspólnego kompletowania misji. Walka jest praktycznie w klimatach znanych z hack’n’slashów – Dungeon Hunter 4 – mamy kilka przycisków opowiadających za dany atak. Warto przytrzymać kilka sekund dany atak, by zaatakować mocniej, w tępe czerepy przeciwników.

MMORPG na wesoło
W odróżnieniu od poważnego podejścia pokazanego przez Gameloft w Order and Chaos Online, Arcane Legends cechuje się lekkim i […]

Monster Blade recenzja

Monster Blade to darmowa gra akcji z elementami RPG, nawiązująca do ultrapopularnej serii Infinity Blade oraz pod pewnymi względami do japońskich gier RPG.

Ocha, Ocha!
Pod pewnymi względami Monster Blade przypomina rewelacyjne Infinity Blade, jednak jest czymś zdecydowanie więcej. Właściwie wszystko mówi nam już sam tytuł gry – wybieramy się na polowanie na potwory. Ostatecznym celem naszych przygód jest pokonanie olbrzymiego i niebezpiecznego smoka, pojawiającego się na samym wstępie, zaraz po włączeniu aplikacji. Czeka nas podróż dookoła świata i polowanie na zdecydowanie słabsze monstra, by finalnie zmierzyć się z przerażającym smokiem. Coś czuje, że będzie ich więcej niż jeden. Przy naszym boku jest mały słodki stworek znany Ocha, który pomoże nam na samym wstępie, będąc czymś w rodzaju nauczyciela i puchatej maskotki zarazem. Wraz z każdym pokonanym potworem nasz bohater i jego ekwipunek, będą coraz lepsze i potężniejsze – kłaniają się elementy RPG. Konkretnie rzecz ujmując, nagroda za zwycięstwo zależy od tego na ile sprawnie i szybko pokonaliśmy dane monstrum. Standardowo otrzymujemy podstawową walutę, którą jest złoto, punkty doświadczenia oraz różne typy skrzyń z nagrodą. W grze istnieje także bardzo prosty system craftingu, dzięki któremu możemy ulepszać posiadane przez nas przedmioty – po prosty wybieramy przedmiot, który chcemy ulepszyć i przedmioty do „poświęcenia”. W ten sposób, możemy ulepszyć wybrany przedmiot do 50 poziomu.

Komplementy kieruje przede wszystkim w system walki, żywcem wyjęty z Infinity Blade. Nasz heros dnie mieczem w zależności od gestu, jaki wykonamy na ekranie dotykowym oraz potrafi zarówno blokować jak i turlać się na boki, robiąc uniki. Możemy także użyć potężnego specjalnego ataku, ale jego ładowanie trwa trochę czasu. Co ciekawe, możemy wzywać naszych przyjaciół, by Ci pomogli nam podczas walki.

Ukłon w stronę japońskich RPG…
Styl graficzny wygląda na wyraźnie inspirowany japońskimi grami, szczególnie skojarzyła mi się designem znanym z Final Fantasy do której czuje wyjątkowy sentyment. Oczywiście nie każdemu będzie to odpowiadać, ale trzeba przyznać, że grafika stoi na bardzo wysokim poziomie, ocierając się wyraźnie […]

TERA Online recenzja

The Exiled Realm of Arborea to aktualnie jedna z najlepiej prezentujących się i najciekawszych zarazem, darmowy MMORPG, cechujący się niewiarygodnym bogactwem detali oraz zapierającym dech w piersiach światem. Zapraszam na przygodę z TERA Online.



The Exiled Realm of Arborea
W toku nieustannych poszukiwań fantastycznych lub co najmniej dobrych gier online, natrafiłem na TERA Online, która wydawała mi się na początku dość typowym reprezentantem wschodniego odłamu gier MMORPG. Obawiałem się, że za piękną grafiką i bajecznymi kolorami, będzie krył się niekończący się grind, by dobić do ostatniego poziomu, po którym i tak nie czeka nas nic ciekawego. Na szczęście, coraz więcej deweloperów postanawia nieco inaczej ugryźć ten nieco wyeksploatowany gatunek gier – Allods Online czy Dragon Nest to pierwsze z brzegu, pozytywne przykłady. Wchodząc do czarującego i niesamowicie odwzorowanego świata gry, rozczarowałem się bardzo pozytywnie, co postaram się wam udowodnić w swojej krótkiej recenzji.


Prawdziwego olśnienia, doznamy już w trakcie procesu tworzenia postaci – grałem w wiele gier MMO, ale to, co serwuje TERA zrobiło na mnie miażdżące wrażenie. Deweloperzy wykorzystali Unreal Engine 3, którego siłę widzimy już na tym etapie. Możemy wybierać spośród Elfów i Ludzi, ale są także do dyspozycji całkowicie nowe – spokrewniona z olbrzymami Baraka, Popori wyglądające jak misie panda czy demoniczni Castanics. Kiedy wybór rasy mamy już za sobą, przychodzi pora na wybranie jednej z 8 dostępnych w grze klas – Barbarzyńca, Łucznik, Lancer, Mistyk, Kapłan, Slayer, Czarodziej oraz Wojownik. Nie muszę oczywiście zaznaczać, że każda z nich jest inna do gry oraz cechuje się innym poziomem trudności. Jeszcze tylko imię i możemy wejść świata Arborei.

więcej »

Kingdom Rush Frontiers recenzja

Kingdom Rush powraca! Studio Ironhide, wypuściło oficjalnych sequel jednej z najlepszych gier typu tower defense, która okradała nas z wolnego czasu przez kilka ostatnich lat. Aktualnie jest dostępna dla posiadaczy iOS, ale trzymam kciuki, by ten stan rzeczy zmienił się jak najszybciej.


Legenda powraca!
Właściwie niewiele się zmieniło biorąc pod uwagę szkielet rozgrywki oraz oprawę audiowizualną, która stoi ponownie na przyjemnie wysokim poziomie. Kolejny raz przyjdzie nam ustawiać i ulepszać wieżyczki, niszczyć wrogów czarami i wysyłać do walki jednego z dostępnych w grze bohaterów. W stosunku do poprzedniej części Kingdom Rush, zmiany dotyczą przede wszystkim ostatnich ulepszeń wieżyczek i obszarów na których przyjdzie nam powstrzymać inwazje przeciwników. Ostatni poziom baraków to teraz Gildia Asasynów z trzema wojownikami wyglądającymi do złudzenia jak bohaterowie Assassin Creed. Z kolei drugie najwyższe ulepszenie, pozwala na rekrutacje potężnych rycerzy zakonu Templariuszy. Jednak największe wrażenie, zrobiły na mnie ostateczne ulepszenia krasnoludzkiej bombardy – możemy skonstruować odjechanego Mecha lub wyspecjalizowane urządzenie emitujące wstrząsy, rażące wszystkich wrogów w zasięgu! Jest tego więcej, ale nie chce wam zdradzać wszystkiego.


Czeka na nas 15 zróżnicowanych poziomów, 3 poziomy trudności, 41 typów przeciwników oraz 3 walki z bossami. Część z wrogich jednostek już widzieliśmy, część zadebiutuje na naszym ekranie – goryle, robaki piaskowe, troglodyci czy nawet obcy. Przyjdzie nam toczyć boje na pustyni, w jaskiniach oraz dżungli. Twórcy przygotowali dla nas także budynki specjalne, w których możemy rekrutować pirackich wymoczków, dżiny, dzikie amazonki czy też legionistów. Nie są one jedynie drobnym dodatkiem, a bardzo pomocnymi i mocnymi jednostkami. Radzę w nie inwestować i w miarę możliwości chronić – inaczej czeka nas ponowny wydatek.


Do naszej dyspozycji mamy 9 bohaterów, choć tylko 3 mamy za darmo, a reszta jest […]

Hay Day recenzja

Witamy w farmerskim świecie, gdzie codziennością jest dojenie krów czy faszerowanie kurczaków farmą, by te z ochotą znosiły jajka. To tylko mikroskopijny fragment tego, co czeka nas w znakomitej grze Hay Day!



Stary Mcdonald farmę miał!

Nie muszę omawiać jak bardzo popularne są wszelkie gry farmerskie (szczególnie na Facebooku) otwierające przed nami wrota agrobiznesu i pracy na roli. Czy to hodowla zwierząt czy roślin, zgrabnie rozwijamy nasze gospodarstwo, zwiększając zyski i pilnując, by wszystko ładnie się kręciło. Nie inaczej jest w wypadku Hay Day. Zasady są te same – stawiamy coraz nowsze budynki gospodarcze, siejemy, zbieramy plony. Natomiast w zadziwiająco wciągającej formule. Produkcja popcornu na farmie? Trzcina cukrowa i produkcja cukru prosto dla odbiorców? Może eksploracja kopalni w pogoni za zyskami ze szlachetnych kamieni?! jak widzicie, Czymkolwiek jest nasze gospodarstwo, będziemy posiadali szeroką gamę możliwości. Oczywiście produkcja masła, śmietanki, hodowla marchewek czy paszy dla zwierząt także wchodzi w grę. Aby mieć dostęp do określonych maszyn i możliwości, potrzebujemy osiągnąć wyższy poziom doświadczenia – każda z czynności w aplikacji, nagradza nas pewną ilością gwiazdek.


Na początku, posiadamy tylko kilka jednostek ziemi, na której możemy siać zboże i kury. Jest jeszcze urządzenie do produkcji paszy. Kury potrzebują paszy, wtedy rewanżują się składaniem jajek, a do paszy będziemy potrzebowali zboże. Potem dochodzą krowy, świnie, kozy oraz marchewki, kukurydza, czy trzcina cukrowa. Mamy możliwość dostarczania surowców i gotowych produktów prosto do naszych odbiorców z pomocą wozu dostawczego, ale są i tacy, którzy sami zgłaszają się na naszą farmę.

Barwna i z humorem…
Ekran dotykowy jest daje niezrównane możliwości, dlatego zbieranie plonów odbywa się za pomocą ruchu palcem, pozorującego koszenie zboża. Stykałem się już nie raz z grami farmerskimi, choćby przy okazji FarmVille, Farmeramy lub Goodgame Big Farm, ale żadna nie dała mi takiej frajdy jak Hay Day. W ogóle interakcja z […]

The Hobbit: Kingdoms of Middle-earth recenzja

The Hobbit: Kingdoms of Middle-earth to jedna z nielicznych strategii na telefony i tablety, wydanych w języku polskim. Jeśli chcecie wkroczyć do fantastycznego świata Śródziemia, gra jest dostępna bezpłatnie do pobrania.

Witamy w Śródziemiu
Chyba większość z nas zna ekranizację lub chociaż książkę Hobbit, napisaną przez pisarską legendę fantasy J.R.R Tolkiena. Klasyka fantasy. Choć nie każdemu podchodzi. Jako jeden z zagorzałych fanów, zarówno Władcy Pierścieni i Hobbita, z przyjemnością wziąłem się za testy strategii The Hobbit: Kingdoms of Middle-earth. Gra daje nam smakowitą okazję odwiedzenia Śródziemia i zagrania jedną z 2 ras – możemy zagrać Krasnoludami lub Elfami. W zależności od wyboru, mamy dostęp do dwóch całkowicie osobnych jednostek, budynków i wszystkiego innego, co odróżnia elfy od krasnali. Na początku towarzyszy nam prosty samouczek, z którym stawiam pierwsze budynki. Budynków jest mnóstwo, a każdy możemy ulepszać na wyższy poziom, przez co stają się dla nas bardziej przydatne. Podobnie jak w innych darmowych grach strategicznych, bardzo ważną część rozwoju są inwestycje w technologie. Bez nich nie będziemy mieli dostępu do lepszych budynków.

Mamy 3 widoki na nasze włości – jeden ogólny, drugi to widok na budynki produkujące surowce oraz widok związany z naszą aktywnością wojenną, czyli mapa świata. Ten ostatni, służy do wybierania celów do ataku i rozeznaniu, z jakimi konkretnie królestwami aktualnie sąsiadujemy.


Wojowanie
Mała zabawa w wojenkę? W grze dostępne są wielkie ilość jednostek, zarówno ofensywnych, które będziemy kierować w stronę naszych wrogów, jak i obronnych, stworzonych, by zapewnić nam bezpieczeństwo. Defensywne to między innymi Trebusze, Smocze kły, Wrzący ołów czy Ogniste wyrzutnie, podczas gdy ofensywne to np. Krasnoludzcy jeźdźcy (!), Topornicy, Wojownicy na dzikach czy Berserkowie. Każda z nich ma osobne współczynniki i przydatność do walki z określonym typem przeciwników. Miodzio. Jeśli jesteśmy gotowi do walki, możemy wysyłać nasze wojska na siedziby goblinów, albo kierować je na innych graczy. Sugerowałbym jednak zachować siły i dołączyć do jakiegoś sensownego sojuszu […]

Epic recenzja

Epic, przetłumaczony jako Tajemnica Zielonego Królestwa, uderzył właśnie na nasze kina, podczas gdy Gameloft wydał oficjalną grę mobilną o przygodach bohaterów z filmu. Tą całkiem udaną produkcję, nawiedzają jak na razie poważne problemy – na szczęście jest darmowa.

Tajemnica zielonego królestwa
Kiedy filmy są już  niemalże wypuszczone na ekrany kin, deweloperzy stosunkowo często zwracają się do firmy Gameloft, by ta stworzyła jej mobilną odsłonę. Mieliśmy już, w ten sposób, udane przeniesienie The Dark Knight Rises, potem nieco gorszy The Amazing Spider-man i świetny Ice Age. Co tym razem zmalował Gameloft?

W swojej mechanice, Epic bardzo mocno opiera się na klasycznych rozwiązaniach znanych z wielu gier strategicznych online – rozwijamy miasto, budujemy konstrukcje generujące surowce, produkujemy jednostki i oddajemy się potyczkom wojennym. Samouczek konkretnie wyjaśniania zawiłości gameplay’u, a my możemy jednocześnie stawiać pierwsze wymyślne budynki. No może nie koniecznie budynki, a zielone konstrukcje z liści. Wraz z każdą nową konstrukcją rośnie nasz poziom, niezbędny by mieć dostęp do kolejnych – i tak się to wszystko ładnie kręci, do momentu, aż nie stwierdzimy, że rozwijamy się za wolno. Tutaj wkrada się wewnętrzny sklep z mikropłatnościami.


Ich omijanie to prawdziwa przyjemność, a w Epic, na nasze szczęście nie są one specjalnie nachalne. Twórcy postawili chyba bardziej na promocje marki, a nie koniecznie bezpośredni zarobek na aplikacji. I bardzo dobrze.

Ehh ten Gameloft…
W grze będziemy ciągle bombardowani wieloma zadaniami jak np. stworzenie siedlisk, rekrutacje wojsk, pokonanie armii przeciwnika. Sama walka okazuje się zaskakująco złożona, będąc „prawie” turową strategią. Napisałem „prawie”, ponieważ w praktyce, nasze możliwości działania sprowadzają się do leczenia żołnierzy, zmiany ułożenia jednostek czy zebrania wypadających z naszych wrogów materiałów. Podczas walki, musimy być czujni i wypatrywać pojawiający się na jednostkach przeciwnika celownik – jeśli uda się nam szybko tapnąć, nasza jednostka zadaje obrażenia krytyczne, co zwiększa nasze szansę w zwyciężeniu danej potyczki.