Spider-man Unlimited recenzja

Gameloft kolejny raz raczy nas grą z przygodami Człowieka Pająka! Co tym razem? Kolejny darmowy biegacz, których już tak wiele pojawiło się na urządzeniach mobilnych? Niezupełnie…

spiderman_unlimited_3

Może się wydawać, że nadszedł już kres boomu na gry związane z nieustannym bieganiem i zarazem klony Jetpack Joyride. A jednak Gameloft wykazał się sporą odwagą i wydał kolejną grę korzystającą z tej mechaniki – przynajmniej tak mi się na początku wydało. Spider-Man Unlimited czerpie mnóstwo z tego bardzo już eksploatowanego, ale wzbogaca je w bardzo oryginalny i przemyślany sposób. To już nie jest bieganina bez końca, bez wyraźnego celu, ale bieganie z całą gamą osiągnięć, celów długo i krótko terminowych! Od razu chciałem pochwalić Gameloft, zarówno za grafikę jaki i dźwięk, bo to czysta przyjemność biegać po bajecznie kolorowych, wyjątkowo dopracowanych poziomach. Co prawda, gra padła mi kilka razy na Androidzie, ale na iOS wszystko działało bez większych problemów.

W Nowym Jorku, otwierają się portale czasoprzestrzenne, przez które wlatują setki wrogich istot, dowodzonych Sinister Six – jakby tego było mało, ich różne wersje w zależności od wymiaru z którego pochodzą. Na szczęście, to samo tyczy się odmian Spider-mana, których znajdziemy około 10. Tak więc, nie kto inny, jak Nick Fury zleca nam zadanie uratowania Nowego Jorku – przygodę czas zacząć…

spiderman_unlimited_2

Tryb fabularny, oferuje poziomy, które kompletujemy po wypełnieniu konkretnego celu. W momencie jego skompletowania, zazwyczaj poprzez danie w gębę jakiemuś przeciwnikowi, możemy skupić się na kolejnym poziomie. Problem w tym, że nasz Człowiek Pająk, musi spełniać wymogi i mieć określony poziom doświadczenia – za każdy bieg dostajemy punkty doświadczenia. Obok biegów związanych z rozwijaniem wątku fabularnego, istnieje opcja uczestniczenia w pojedynczych biegach. Służą one zarówno zabawie, jak i zdobywaniu pieniędzy i doświadczenia. Oba tryby są takie, jakie powinny być, chociaż w razie śmierci bieg się kończy, a wtedy może nas uratować jedynie wydanie […]

Iron Knights recenzja

Iron Knights to bezpłatna gra akcji, skierowana na platformy mobilne. Czy zagrozi mocnej pozycji na rynku, jaką ma Eternity Warriors i Dungeon Hunter?

iron_knights_3

Na wstępie, nie muszę chyba dokładnie omawiać, czym charakteryzują się gry typu hack’n’slash? Dodam tylko, że te RPGi nastawione na akcję i zręcznościową rozgrywkę, zajmują stałe i mocne miejsce na rynku gier. Gameloft zasłynął serią mobilnych siekanek Dungeon Hunter, Glu Mobile ma Eternity Warriors, a Actoz Soft ma ambicje dołączyć do sławetnych konkurentów za sprawą Iron Knights…Fabuła gry nie powala oryginalnością – świat został zaatakowany przez Armie Chaosu, na której czele stoi mroczny król Maggedron. Jako jeden z nielicznych obrońców królestwa, ruszamy na misję pokonania wcielonego zła, ale najpierw czeka nas rejestracja lub gra jako gość. Jeśli chcecie się związać z grą na dłużej, sugeruje wybrać rejestracje, bo gra jako gość, może skończyć się utratą postaci. Samouczek jest opcjonalny, ale jego przejście, nie tylko objaśnia podstawy, ale nagrodzi nas także pierwszymi przedmiotami – lepiej go zrobić niż omijać.

iron_knights_1

Gra polega na wykonywaniu niewielkich instancji (mogłyby być większe…), które są naszpikowane potworami, gdy na końcu czeka na nas wymagający boss. Schemat powtarza się za każdym razem, ale nie wydaje mi się, by stanowił to zasadniczy problem – po prostu taki jest już urok gry. Wraz z każdym pokonanym poziomem, nasz heros staje się mocniejszy i awansuje maksymalnie do 99 poziomu doświadczenia (aktualny limit).

Już po kilku minutach gry, przekonacie się, że może spokojnie rywalizować z tymi produkcjami – Iron Knights ma świetną grafikę, a jej realizacja stoi na wyjątkowo wysokim poziomie. Jeśli mieliście kiedyś jakikolwiek kontakt ze wschodnimi MMORPG, powinniście od razu rozpoznać estetykę i niesamowite wręcz efekciarstwo widziane podczas walki. Błyski, świsty, świetlne bajery, wyskoki i spektakularne cięcia – samo oglądanie walki jest wyjątkowo zachęcające. Niesamowitej oprawie graficznej, dorównuje oprawa dźwiękowa, która dopełnia znakomitej jakości […]

Ninja Up! recenzja

Zręcznościówka, zbliżona do Doodle Jump? Za darmo do pobrania?! Gameloft nie wypuścił niczego podobnego wcześniej.

ninja_up_1

Graliście w Doodle Jump? To jedna z pierwszym udanych gier na smartfony, która znakomicie wykorzystywała stosunkowo świeżą technologie ekranu dotykowego. Podobnie, jak poprzedniczka, Ninja Up! polega na wyskokach w górę, ale na tym podobieństwa się kończą, bo zastosowano także rozwiązania znane z ultra-popularnych niekończących się biegaczy, takich jak Jetpack Joyride. Gracz odpowiada za tworzenie trampolin, od których odbija się tytułowy wojownik ninja; osiąga coraz większą wysokość, aż do momentu naszej nieuchronnej pomyłki. Nachylenie trampolin także zależy od gracza i determinuje kierunek skoku głównego bohatera. Zabawa kończy się, gdy nasz ninja spadnie w dół, ale jakby tego było mało, także gdy uderzy głową w dowolną przeszkodę! Po drodze pojawiają się nie tylko elementy konstrukcyjne budynków, ale także poruszający się przeciwnicy, którzy polują na życie głównego bohatera. Na wyższych wysokościach, zarówno ilość, jak i zróżnicowanie przeciwników, powinny zadowolić każdego gracza, chociaż ich unikanie – to zupełnie inna sprawa.

ninja_up_2

Podczas gdy mechanika rozgrywki jest nieskomplikowana, Ninja Up! jest bardzo trudną i wymagającą grą. Mój pierwszy kontakt z grą to dosłownie kilka poprawnie wykonanych skoków i tragiczny koniec. Kolejne próby nie były lepsze i kończyłem je, dosłownie, po kilku skokach więcej. Dawno nie kończyłem zabawy już po kilku sekundach grania w jakąś grę – czy komputerową czy mobilną. By uzyskać lepsze rezultaty, trzeba poświęcić Ninja Up! znacznie więcej uwagi niż innym produkcjom. Sukces osiąga się z dużą dawką szczęścia i refleksu, który wydaje się niezbędny. Czy starczy cierpliwości? Wszystko zależy od graczy, szczególnie, że gry na telefon dotykowy z wysokim poziomem trudności osiągają sporą popularność.

ninja_up_3

Warstwa audiowizualna gry została zainspirowana produkcjami retro, dlatego […]

Heroes Online recenzja

Fantastyczny świat Ashan czeka na wszystkich śmiałków, którzy chcą zakosztować prawdziwej przygody. Taktyczne bitwy i ukierunkowanie gry na walkę, powinny zjednać serca graczy na całym świecie. Heroes Online jest w całości po polsku!

heroes_online_1

Ubisoft to dobrze znane studio, wszystkim fanom gier darmowych, jak i tych pudełkowych. Sam z uwagą śledzę wszystkie pojawiające się, firmowane ich logiem gry, szczególnie, po wypuszczeniu przez nich udanej Heroes VI. Z bezpłatnych, najbardziej odpowiadają mi Settlers Online i Duel of Champions, które możemy stawiać za wzór tworzenia gier Free to Play. Wróćmy może jednak do Heroes Online. Po błyskawicznej rejestracji, przechodzimy do wyboru imienia oraz frakcji. Aktualnie dostępne są dwie – Przystań i Nekropolia. Na więcej przyjdzie nam jeszcze poczekać. Właściwa część gry to w zasadzie kampania, którą możemy przechodzić solo lub w trybie kooperacji. Z czego składa się kampania? Poruszamy się po mapie przygód – coś jak w poprzednich Heroes – i toczymy bitwy z garnizonami rozłożonymi w różnych miejscach. Czasami garnizony strzegą surowców, czasami artefaktów, a innym razem są przeciwnikiem, którego musimy pokonać, by pchnąć fabułę do przodu lub skompletować zadanie. W Heroes Online znajdziemy zarówno wiele ciekawych zadań, zarówno polegających na dostarczeniu surowców, zabiciu określonego wroga, czy zdobyciu cennego artefaktu.

heroes_online_3

Bitwy rozgrywane są w bardzo zbliżony sposób, jak w klasycznej serii Heroes. W końcu doczekałem się turowych bitew w przeglądarkowym wydaniu! Jednostki poruszają się planszy, podzielonym na heksagonalne pola tłukąc się ze sobą i zdobywając teren. Możemy się bronić, możemy przeczekać trochę i zaatakować w wybranym momencie czy stosować drapieżną strategią i atakować „cała naprzód”! Oczywiście, są także elementy RPG, a więc za każdą walkę otrzymujemy punkty doświadczenia, […]

Game of War: Fire Age recenzja

Game of War: Fire Age to świat ciągłych konfliktów o władzę, co z resztą jest typowe dla wszystkich strategii online w modelu Free to Play. Do pobrania za darmo!

game_of_war_1

Większość z nas ceni gry strategiczne, nie tylko za przyjemny i zróżnicowany gameplay, ale także za ich złożoność oraz stawiane nam często wysokie wymagania. Nieziemskie wymagania są często związane z „darmowym” (Free to Play) charakterem gry i zaimplementowaniem wewnętrznego sklepu, ale tym razem spuszczę na to zasłonę milczenia. Game of War to na pierwszy rzut oka dość typowa, ale dopracowana strategia online, w której spędzamy czas zarówno na rozwijaniu miasta/imperium, jak i na wojowanie z okolicznymi graczami. Pierwsze godziny z aplikacją, to wykonywanie prostych zadań i konstruowanie oraz ulepszanie tych samych budynków, przy jednoczesnej rekrutacji jednostek bojowych i tworzeniu zalążka armii. Głównym celem gry, jak w innych bezpłatnych grach strategicznych online, pozostaje pomnażanie surowców i bogactw oraz dalsze inwestycje. Brzmi może z lekka banalnie, ale Game of War: Fire Age jest imponująco rozbudowana i obszerna – wszystkiego jest naprawdę bardzo, bardzo dużo. Jednostek bojowym znajdziemy kilkadziesiąt, podobnie jeśli chodzi o budynki, które – jak pisałem wyżej – możemy wiele razy ulepszać. Ulepszanie budynków w nieskończoność to może nie moje ulubione zajęcie, ale jest ono kluczowe ze względu na mechanikę tej gry na telefon.

game_of_war_2

Istotnym elementem rozgrywki jest umiejętny rozwój naszego bohatera, który dowodzi armiami podczas walki. Wyposażając go w potężny ekwipunek, możemy wpływać na siłę uderzeniową naszej armii. W miarę trwania gry, awansuje on na wyższe poziomy doświadczenia, jak w grach RPG. Na ekranie naszego ekranu dotykowego upchano mnóstwo elementów menu, którymi zarządzamy całością imperium. Początkowo może to nieco przerażać, ale po kilku kwadransach, można się przyzwyczaić, a nawet przestać się gubić. Ekran telefonu wydaje się troszkę za mały, dlatego sugerowałbym grę na tablecie lub smartfonie wyposażonym z nieco większy ekran […]

Game of Thrones Ascent recenzja

Game of Thrones Ascent przenosi w nas w niebezpieczny świat intryg, polityki i wojen. Chwytajcie za smartfony oraz tablety i pobierajcie za darmo!

game_of_thrones_2

Witajcie w Westeros, w której 8 rodzin prowadzi brutalną walką o wpływy i pieniądze. Game of Thrones Ascent została oryginalnie wydana na Facebooku, dlatego posiada sporo cech gry społecznościowej – nie jest to jednak typowy reprezentant gatunku. Mechanika gry łączy funkcje dla pojedynczego gracza (wątek fabularny i misje) z elementami gry online (starcia PvP pomiędzy rycerzami). Pierwszym krokiem w grze jest stworzenie postaci, która będzie stała na czele nowego, liczącego się o władzę rodu. Podstawowym celem jest rozwijanie wątku fabularnego gry, który przedstawia graczom początki jednej z nowych, znaczących rodzin. Gracz poprzez zręczne machinacje, pieniądze i siłę oręża, toruje sobie drogę na sam szczyt. Posiadamy majątek ziemski, oddanych poddanych i rycerzy, którzy będą wykonywać dla nas różne zadania. W misjach przewijają się postacie znane z serialu i książek, jak Nedd Stark, Król Robert, czy Jaimie Lannister. Po każdym z zadań otrzymujemy trochę pieniędzy, które możemy wykorzystać na rozwój naszych włości – misje stają się coraz trudniejsze, dlatego postęp jest nieodzowny.

game_of_thrones_3

Nasze włości wymagają inwestycji, które potem zwracają się z nawiązką – widoczne są pewne podobieństwa do strategii online. Istotne są także surowce, które zdobywamy z misji i przez naszą aktywność. Jak pisałem powyżej, w grze istnieje dość ograniczone PvP, które są kolejnym elementem budowania potęgi naszego rodu.

Po spędzeniu z Game of Thrones Ascent kilku godzin i odkryciu najważniejszych elementów rozgrywki, doszedłem do punktu, w którym skończył się powiew świeżości, a zaczęła niezbyt zajmująca powtarzalność. To główna wada tej darmowej gry, choć i tak muszę przyznać, że jest niezwykle rozbudowana i początkowo, ciężko połapać się we wszystkich zaimplementowanych opcjach. Gra została solidnie zrobiona, co widać z resztą na zrzutach ekranu, a jeszcze lepiej ma się warstwa dźwiękowa tej […]

World of Tanks Blitz recenzja

World of Tanks Blitz to śmiała próba przeniesienia arcypopularnej World of Tanks na urządzenia mobilne. Czy udana? Gra jest dostępna do pobrania za darmo!

world_of_tanks_blitz_1

Firmy Wargaming.net nie muszę przedstawiać, a już tym bardziej ich flagowej produkcji online, World of Tanks, która skupia się na naziemnych bitwach pancernych kolosów. Powoli tracę rachubę ile gra ma milionów graczy, ale najnowsze informacje podają coś w granicach 80 milionów! Nic więc dziwnego, że twórcy zdecydowali zrobić coś podobnego na nasze smartfony i tablety. Po pobraniu klienta gry (około 700 MB), zalogowaniu, możemy zapoznać się z samouczkiem. Gra została doskonale spolszczona i dotyczy to także pojawiającego się w grze głosu lektora. World of Tanks Blitz to w praktyce wierne (na ile to możliwe) przeniesienie rozgrywki z World of Tanks na urządzenia z ekranem dotykowym. Z lobby dołączamy do bitew, w których bierzemy udział do momentu, aż któryś przeciwników, nie wyeliminuje nas z gry albo mapa nie zakończy się zwycięstwem jednej z drużyn. Przychodzi nam walczyć na pustynnych pustkowiach czy leśnych nizinach, a każda mapa wydaje się rozsądnej wielkości. Wygrać możemy na dwa sposoby: eliminacja wszystkich czołgów przeciwnika albo zajęcie strategicznego obszaru.

world_of_tanks_blitz_2

Warstwa audiowizualna gry prezentuje się rewelacyjnie i zostawia w tyle, konkurencje taką jak Iron Force. Bardzo podoba mi się poziom detali World of Tanks Blitz, a polski komentarz fantastycznie uzupełnia resztę. Jestem także pełen uznania dla wyglądu menu i wygody z korzystania aplikacji. Co prawda zdarzyło się, że gra kilka razy crashowała, ale to normalne przy wszystkich nowych grach – oczywiście liczę przy tym na szybką poprawę! Tak jak w wersji komputerowej, do dyspozycji graczy jest drzewko technologiczne, aktualnie obejmujące 3 frakcje (Amerykanie, Niemcy, Rosjanie). W ramach wybranego drzewka znajdziemy szereg autentycznych maszyn bojowych, począwszy od szybkich i lekkich czołgów pierwszych generacji, po wielkie stalowe potwory, sięgające kilkudziesięciu ton. Wszystkie dostępne czołgi i […]

United Eleven recenzja

Tysiące autentycznych piłkarzy, przyjemne symulacje meczy, świetna oprawa graficzna i mądrze zaprojektowana rozgrywka. Zapraszam na United Eleven, managera piłkarskiego dostępnego na komputer, telefon i tablet.

united_eleven_2

Nie wszyscy lubią managery piłkarskie, szczególnie, że mogą oznaczać tony tabelek, nudne podsumowania i listy nieistniejących piłkarzy. Jednak, co jeśli, gra została oparta na licencji FIFPro, umożliwiając dostęp do tysięcy autentycznych piłkarzy? Co jeśli w grze pojawia się możliwość obserwowania meczu? Co jeśli wszystko jest po polsku i do tego, nie koncentrujemy się już na wszelkich sprawa związanych z infrastrukturą klubu? Przekonajmy się w United Eleven, która posiada wszelkie cechy, by stać się najlepszym dostępnym managerem piłki nożnej dostępnym za darmo! Za grą stoi koreański potentat Free to Play – studio Nexon. Gra jest dostępna na kilka platform jednocześnie, ale nie wymaga pobierania aplikacji na telefony i tablety. Logowanie się jest bardzo łopatologiczne: uruchamiamy przeglądarkę w telefonie i poprzez przeglądarkę logujemy się na stronę internetową z grą. Oczywiście można też zagrać na komputerze, co wydaje się nieco prostsze niż na ekranie dotykowym.

united_eleven_3

Zaraz po rejestracji, zagramy w szybki samouczek, który prowadzi Carlo Ancelotti, jeden z najlepszych trenerów piłki nożnej. Na pochwałę zasługuje warstwa graficzna United Eleven i nie mam tutaj nawet na myśli, pojawiających się w grze, zdjęć piłkarzy. Wygląd i rozplanowanie menu, symulacja meczu, czy drobne detale dotyczące rozgrywki – Nexon odwalił kawał dobrej roboty. Jak inne gry typu manager, United Eleven opiera się na modelu „stwórz i prowadź drużynę”. Naszą drogę rozpoczynamy od najniższej możliwie ligi i będziemy wspinać się w górę, kupując przy okazji nowych piłkarzy oraz tłukąc wszelką konkurencję. Jak pisałem powyżej, nie koncentrujemy się jednak na rozbudowie klubu, […]