Blitz Brigade to najnowsza darmowa strzelanka na telefony, stworzona przez Gameloft, wyraźnie nawiązująca do takich hitów jak Team Fortress i Battlefield Heroes. Dla wszystkich fanów dynamicznej, FPSowej jatki, aplikacja będzie wyborem idealnym.
Team Fortress i Battlefield Heroes Na ekrany dotykowe mieliśmy dość dużo bardzo udanych lub przynajmniej dobrych produkcji, począwszy od serii N.O.V.A, Modern Combat, Shadowgun, a skończywszy na Brothers in Arms. Gameloft wpadł na pomysł stworzenia strzelanki stylizowanej na popularną strzelankę od Valve – Team Fortress, ale także nawiązującej do Battlefield Heroes stworzonej przez EA. Blitz Brigade opiera się przede wszystkim na pojedynkach online, ale oferuje także misje dla pojedynczego gracza. Możemy w nich zdobyć punkty doświadczenia i potrenować przed lub pomiędzy starciami online. Nie są one jednak, ani specjalnie emocjonujące. Prawdziwa zabawa rozpoczyna się, kiedy dołączamy do właściwej części gry, czyli rozgrywki wieloosobowej. Aktualnie do wyboru mamy 2 tryby gry – dominacja oraz drużynowy deathmatch, ale nie przeszkadza to rewelacyjnej zabawie. Aktualnie jest dostępne 5 map, ale w niczym to nie przeszkadza.
Do wyboru mamy 5 klas Żołnierza, Kanoniera, Medyka, Snajpera i Stealth. Każda z nich ma unikalny ekwipunek i cechy specjalne, ale najpierw trzeba je odblokować – wyłączając Żołnierza, którego mamy od początku. Dołączając do meczy będziemy grali w dwóch drużynach – jedna wzorowana jest na Niemcach, a druga Aliantach. Postacie są fajnie zaprojektowane i nieco komiczne, tak z resztą jak i sama gra.
Sterowanie, jeśli nie graliście nigdy w strzelanki na smartfonie, może początkowo wam sprawiać spore problemy. Mimo, że rozwiązania użyte w grze, można uznać za dość typowe, nie znaczy to, że celowanie i kontrola jest prosta. Biorąc pod uwagę jeszcze lagi, nawet automatyczna pomoc w celowaniu, nie rozwiązuje kłopotów. Chciałoby się personalizacji ustawień… Mikropłatności…są super! Mikropłatności są zaskakująco dobrze skonstruowane, zupełnie inaczej w stosunku do tego, czym karmi nas większość deweloperów. O ile jak w wypadku innych darmowych gier na telefon, istnieją 2 waluty – zwykła i premium – tak użycie płatnej waluty przypomina [...]
Injustice: Gods Among Us recenzja
Injustice: Gods Among Us – fantastyczna wizualnie bijatyka od twórców ostatnich odsłon Mortal Kombat (Netherrealm). Mamy jedyną w swoim rodzaju szansę wcielenia się w super herosów i super drani z uniwersum DC Comics.
Lex Luthor vs. Superman Wykorzystując duże doświadczenie w gatunku bijatyk (seria Mortal Kombat), studio Netherrealm przygotowało coś dla fanów super bohaterów – Injustice: Gods Among Us. Podczas gdy konsolowa wersja różni się i to pod każdym możliwym względem, wersja mobilna wciąż potrafi zaoferować, to co powinna – szybką i dynamiczną jatkę z udziałem herosów z DC Comics.
Na samym wstępie otrzymujemy trzech losowych bohaterów, w formie kart (dostałem Deathwinga, Lexa Luthora oraz Deathstroke’a), podczas gdy reszta jest odblokowana głównie poprzez walutę w grze. Oprócz kart bohaterów, dostępne są także karty wspomagające postacie – umożliwiają zwiększenie paska żywotności herosa albo zadawanych obrażeń. Każdy z poziomów gry składa się z 5 meczy 3 vs 3. Ponieważ fabuła gry dotyczy postaci walczących w różnych wymiarach istnieje kilka wersji danego bohatera. Sam gameplay to bardzo uproszczona bijatyka, bazująca na tapnięciach i przede wszystkim ruchach palcem po ekranie dotykowym. W lewo, w prawo, w górę i w dół, podczas gdy nasz heros będzie zasypywał przeciwnika szybkim gradem ciosów. Od czasu do czasu możemy wykonać także różne ataki specjalne, przyjemnie pożerające energię oponenta. Podstawowym problemem takiego systemu, wydaje się zbyt duże uproszczenie oraz brak możliwości kontr i trudności podczas używania bloku. Całościowo jednak, gra się bardzo przyjemnie.
Injustice wygląda znakomicie, w głównej mierze, dlatego że oparta jest o silnik trzeciej generacji Unreal. Detale postaci, otoczenie, płynność – wszystko stoi na najwyższym poziomie. Dźwięk? Równie fantastyczny – widać wyraźnie, że na niczym nie oszczędzano.
Joker vs. Batman Niestety, ponieważ jest to darmowa gra typu freemium, wszędzie czekają na nas mikropłatności. Alternatywę stanowi mnóstwo farmowania, jeśli będziemy chcieli je przeskoczyć. Muszę dodawać, że opłaty w sklepie nie są projektowane na polską kieszeń? Raczej nie. Na dodatek, deweloperzy [...]
Iron Man 3 recenzja
Iron Man 3 uderzył na światowe kina, ale także na smartfony za sprawą produkcji od studia Gameloft. Wcielamy się oczywiście w Tony’ego Starka, ekscentrycznego miliardera i jednego z najgenialniejszych wynalazców technologii wojskowych. Przywdziewamy najbardziej zaawansowany wynalazek Starka – egzoszkielet wspomagany – i ruszamy do walki ze zmechanizowanymi zastępami przeciwników.
I am Iron Man! Tak, stajemy się Iron Manem. Podczas gdy trzecia odsłona przygód Tony’ego Starka zagości, z małym poślizgiem, na nasze rodzime kina (premiera w Polsce planowana jest na 9 maja), Gameloft postanowiło, już tradycyjnie, wydać grę związaną z przygodami kolejnego superbohatera.
Z nieukrywanym zaskoczeniem odkryłem, że gra jest tzw. endless runnerem – nie ma końca, aż do momentu naszej śmierci. Idzie, więc w ślady takich produkcji jak choćby Jetpack Joyride lub Temple Run 2, tyle tylko, że nasz żelazny bohater, nie biega, a lata. Podczas gdy latamy różnymi trasami na mniejszych lub większych wysokościach, zbieramy tokeny i likwidujemy wrogów z przestępczej organizacji znanej jako Advanced Idea Mechanics (A.I.M.). Iron man 3 oferuje także zadania do wypełnienia podczas poziomu – identycznie z resztą, jak w wyżej wymienionych runnerach. Przykładowo, będziemy mieli za zadanie, zniszczyć z góry określoną ilość przeciwników, albo pokonać bossów – np. Living Laser, Crimson Dynamo. Zaraz przed walką, pojawiają się krótkie cut-scenki.
Tony Stark, nie wydaje się człowiekiem o niemal nieskończonych środkach finansowych. W grze, generalnie wydaje się dość biedny – jak w innych darmowych grach na telefon, zawsze będziemy cierpieć na deficyt waluty. Właśnie na tym żerują aplikacje typu freemium, jak już zdążyliśmy się dowiedzieć przy okazji innych produkcji. Możemy spotkać w aplikacji wiele niesamowitych typów zbroi, które można konstruować i ulepszać, ale po pierwsze, potrzebujemy odpowiedniego poziomu doświadczenia, a po drugie odpowiednią ilość pieniędzy (waluta gry nazywa się ISO-8). Jeśli chcemy przyśpieszyć produkcje lub naprawę zbroi po poziomie, musimy zapłacić walutą premium – inaczej przyjdzie nam trochę poczekać.
Gameplay jest bardzo szybki i dynamiczny. Poziomy są [...]
Puzzle Craft recenzja
Połączenie gry logicznej z budowaniem własnej osady? Puzzle Craft to rewolucyjne połączenie dwóch typów gier, prosto od studia Chillingo. Zapraszam na jedną z najlepszych gier, jakie pojawiły się na platformy mobilne!
Mała rewolucja Na pierwszy rzut oka, może wydawać się, że Puzzle Craft to kolejna ze społecznościowych gier online, w której gracze mają za zadanie rozwijać swoje miasto lub osadę. Nic bardziej mylnego. Po pierwsze, w grze nie ma trybu kooperacji, a po drugie, opiera się na zupełnie innych mechanizmach. Gra łączy budowanie własnej osady, z dwoma minigierkami, w których musimy zbierać w zręczny sposób surowce niezbędne do rozwoju. I tutaj wchodzimy w małą grę logiczną, polegającą na skreślaniu minimum 3 typów surowca, jeśli sąsiaduje ze sobą. Zabawa w skreślanie ma miejsca na planszy, mającej 6 na 6 pól – pojawiają się na niej zboże, marchew, świnki, drzewa czy trawa. Po prostu, jedziemy palcem po ekranie dotykowym, zaznaczając np. zboże, po czym ciach – następuje zebranie surowca do naszego „plecaka”. Pisałem o dwóch mini grach, bo dzielą się na dwa rodzaje – zbieramy płody rolne, albo bawimy się w górnika, zbierając kamień, żelazo, węgiel czy cenne srebro. Mając surowce, możemy wykorzystywać je do budowania naszej osady. Skrótem, jak w innych darmowych grach na telefon jest oczywiście wydawanie waluty, choć w Puzzle Craft i tak dostajemy jej całej sporo. Mimo zastosowania modelu freemium, a więc obecności wewnętrznego sklepu w aplikacji, gra nie będzie wyciskać z nas pieniędzy. Niestety, bardzo rzadko deweloperzy tak łagodnie się z nami obchodzą.
Możemy wynajmować robotników, po tym jak zbudujemy domki mieszkalne. Rolą robotników jest zwiększanie efektywności zbierania surowców. Żeby jednak sprawę nieco skomplikować, robotnicy mogą nam pomóc tylko przy jednym typie surowca. Konkretnie, podczas gdy musimy zebrać 10 jednostek zboża, by mieć chleb, wynajęcie jednego robotnika, obniża kosz chleba o 1 punkt (do max 5). [...]
League of Heroes recenzja
League of Heroes to bardzo prosty hack’n’slash z wieloma przyjaznymi rozwiązaniami i nieodpartym urokiem. Odpowiedzialne za tą darmową aplikacje Gamelion studios, stworzyło coś idealnego na krótką przerwę w szkole lub w pracy.
Bajkowy hack’n’slash Hack’n’slash to gatunek, który idealnie nadaje się moim zdaniem do urządzeń z ekranem dotykowym – są dynamiczne, proste i świetnie sprawdzają się na krótsze sesje. League of Heroes to reprezentant właśnie tego typu gierek. Deweloperzy ze studia Gamelion, poszli w kierunku kolorowej, kreskówko wyglądającej gry, z wyjątkowo prostym sterowaniem. Wcielamy się w bohaterskiego wojownika, który rusza na krucjatę ze złem. Tyle generalnie, jeśli chodzi o fabułę. Będziemy biegać, masakrować przeciwników, zdobywać fantastyczne zbroje, miecze i artefakty, a wszystko w przyjemnej dla oka oprawie graficznej. Czeka nas także wykonywanie różnego rodzaju misji – nie są ani trochę skomplikowane i prawie zawsze oznaczają tłuczenie wirtualnych oponentów. Są także takie, podczas których głównym celem jest wielki i wyjątkowo potężny boss! Najpierw rozprawimy się z bandami zwykłych potworów, po których przyjdzie nam stoczyć bój z bossem – z nim walka jest o wiele trudniejsza.
Deweloperom sugerowałbym przede wszystkim dwie rzeczy na przyszłość – bardziej zróżnicowane zadania oraz przede wszystkim, zaimplementowanie trybu kooperacji, co rozkręciłoby grę. W tym kierunku poszedł Gameloft w swoim ostatnim hicie Dungeon Hunter 4.
Prostota czy prymitywność? Sterowanie jest standardowe, poruszamy się wirtualnym joystickiem umieszczonym z lewej strony ekranu, z prawej strony mamy umieszczony…tylko jeden przycisk akcji. Z zaskoczeniem odnotowałem, że nasz heros jest ograniczony tylko do jednego rodzaju ataku. Nie mówię, że jest to całkiem złe rozwiązanie, ale na pewno w połączeniu ogólnie z gameplayem jest kolejnym czynnikiem na rzecz wtórności rozgrywki. Bez jakiejkolwiek szansy na unik, bardzo łatwo możemy stać się obiektem ataku hordy nieprzyjaciół, którzy zatłuką nas na śmierć. Z jednej strony to, a z drugiej jedna forma ataku.
Recenzja dodana przez Morghur - 4 kwietnia 2013, 12:33
Order & Chaos Duels to jedna z najnowszych produkcji od Gameloftu, oferująca powrót do malowniczego świata fantasy – Haradonu. Ludzie, nieumarli, elfy oraz orkowie, zetrą się w boju raz jeszcze, tym razem w darmowej grze karcianej.
Haradon, czyli prawie Azeroth Order & Chaos Duels to trzecia już produkcja, po Heroes of Order & Chaos i Order & Chaos Online, rozgrywająca się w uniwersum fantasy stworzonym przez Gameloft. Haradon, bo o nim mowa, jest dziwnie zbliżony do Azeroth znanego z World of Warcraft, choć Duels nie wydaje się aż tak podobny, jak wspomniane wyżej produkcje.
Zaczynamy od wyboru bohatera, a wraz z nim frakcji i związanej z nią talii, jaką otrzymujemy na początku gry. Wybór nie jest może zbyt duży, ale na tyle zróżnicowany, że w zupełności powinien nam wystarczyć – ludzie, umarlaki, elfy i orkowie są do naszej dyspozycji. Podczas pierwszych bitew, będzie nam towarzyszył samouczek, szkoda tylko, że gra nie jest po polsku – wiele, by to ułatwiło. Mechanika gry jest prosta i zaskakująco zbliżona do Duel of Champions, którą miałem okazje niedawno recenzować (Gameloft jest znany z tego, że często kopiuje inne gry). Najważniejszą częścią gameplay’u są pojedynki/bitwy toczone ze sztuczną inteligencją oraz innymi graczami. Naszą talie kart reprezentuje bohater, który jest podczas walki zarówno podstawowym celem dla przeciwnika, jak i silną i wartościową kartą. Towarzyszą mu karty stworzeń, które wystawiamy na podzielone na 5 rzędów pole bitwy – musimy zając i zdominować wszystkie te pola i ostatecznie zatłuc wrogiego bohatera. By stało się to możliwe, musimy wystawiać z ręki, odpowiednie stworzenia – oczywiście im silniejsze posiadamy karty, tym więcej możemy zdziałać w walce. Tak, oznacza to oczywiście wydatek pieniędzy, albo farmowanie, ale o tym później…
Pojedynki Generalnie, do naszej dyspozycji dość rozległy tryb kampanii oraz możliwość toczenia pojedynków online z innymi graczami. [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 2 kwietnia 2013, 13:18
Nazywa się Pepe, Pepe Pan Dziobak i jest bohaterem znakomitej gry logicznej, którą spokojnie możemy nazwać kontynuacją Where’s My Water. Fani serialu animowanego Fineasz i Ferb, powinni być zadowoleni, choć nie znajdą tutaj m in Norma.
Perry – Pepe Pan Dziobak Znacie serial animowany Fineasz i Ferb stworzony przez Disneya? Bohaterem gry jest Perry, znany w polskiej wersji, jako Pepe Pan dziobak. W serialu, udaje bezmyślne zwierzę, jednak w rzeczywistości jest tajnym agentem, znanym jako Agent P. Dzielny dziobak, walczy z szalonym naukowcem Heinzem Dundersztycem, starając się pokrzyżować jego niecne plany – bardzo często kończy się to wściekłym krzykiem Dundersztyca: „A niech cię, Pepe Panie Dziobaku!”. Pepe, jako agent zwierzęcej agencji zwalczającej przemoc o nazwie O.B.F.S (organizacja bez fajnego skrótu), musi podróżować między domem, a bazą i właśnie tutaj wkrada się idea gry. Nasz dziobak, ma nie lada problemy z podróżowaniem za pomocą specjalnych rur, którymi dostaje się do kwatery głównej swojej organizacji – tutaj, wkraczamy my!
Gameplay jest praktycznie identyczny jak w Where’s My Water, w której umożliwialiśmy kąpiel sympatycznemu krokodylkowi Swampiemu. Tym razem, musimy pomóc Pepe podróżować między bazą, a domem i aby to mu umożliwić musimy odblokować przepływ wody, by ta napędziła generatory i finalnie, umożliwiła mu dalszą drogę. Co ciekawe, tutaj woda może występować w 3 stanach skupieniach, – jako gaz, ciecz oraz ciało stałe. Będziemy musieli się nie lada na głowić, by Pepe mógł przejść dalej.
„A niech cię, Pepe Panie Dziobaku!” Dotykając ekranu dotykowego, wodzimy palcem, usuwając ziemię, neutralizując pułapki zastawiane przez złośliwego Dundersztyca i umożliwiając przepływ wody. Początkowo nie sprawia to problemów, ale dość szybko może i nie tyle ze względu na poziom trudności, ale na problemy związane z wielkością ekranu, jakim dysponuje nasz smartfon. Precyzyjne przecinanie palcem ziemi i sprawienie, by woda płynęła tak jak chcemy staje się [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 29 marca 2013, 12:21
Kolejny raz stajemy naprzeciw hord zombie, w Samurai vs Zombies Defense 2. Po wielkim sukcesie pierwszej części gry, ponownie wcielamy się w niezłomnego samuraja, odpierającego ofensywę kolorowych umarlaków!
Więcej, ładniej, lepiej! Tytułowy dzielny samuraj, po powstrzymaniu inwazji umarłych, miał troszkę spokoju, który brutalnie zmąciło pojawienie się potężnego demona. Porywa on żonę naszego bohatera, który chcąc nie chcąc, rusza jej na ratunek. Tym razem jednak, w swojej heroicznej misji, nie jest sam – towarzyszyć mu będzie kilku innych odważnych wojowników. Samuraj, Kunoichi, Ronin, oraz Czarodziejka, łączą swoje siły i ruszają do walki.
Idea Samurai vs Zombies Defense 2 nie różni się specjalnie od Samurai vs Zombies Defense – znowu będziemy tłuc hordy nadciągających zombiaków, siekając ich na kawałki samurajskim mieczem i przeszywając z łuku czy rażąc błyskawicami. Będą nam także towarzyszyć jednostki, jakie „zatrudniamy” podczas danego poziomu – wspierają nas w walce i stanowią naszą przyboczną armię. Nowością jest logowanie przez Facebooka, przez co aplikacja otrzymuje dostęp do naszych znajomych – możemy w rezultacie wyzywać ich na pojedynek!
Multiplayer wymiata! Samurai vs Zombies Defense 2 posiada 3 tryby gry – codzienne wyzwania, tryb dla pojedynczego gracza oraz świetny tryb rozgrywki wieloosobowej. Na początek, najlepiej jest wybrać tryb dla pojedynczego gracza, czyli kampanię – zombie są najprostsze do pokonania. Codzienne wyzwania są bardzo trudne i lepiej je sobie zostawić na później. Najwięcej moim zdaniem emocji wzbudza, jak zwykle z resztą, tryb rozgrywki wieloosobowej. Najpierw wybieramy pożądany przez nas artefakt do naszej kolekcji, a walczymy o niego z wybranym przeciwnikiem (radzę wybierać tych z najmniejszym „power rating”). W ten sposób, możemy mierzyć się z losowymi przeciwnikami albo z przyjaciółmi z Facebooka.
Gra sprawia wrażenie lepszej, o wiele bardziej dopracowanej pod względem technicznym, niżeli poprzednia część. Samurai vs Zombies Defense 2 czaruje bogactwem kolorów i żywą, dynamiczną muzyką, inspirowaną Krajem Kwitnącej Wiśni.
Problemy? Nazwałbym je dość typowymi dla większości darmowych gier. Niestety ok. 25 rundy, przejście [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 27 marca 2013, 13:29
Macie ochotę na grę logiczną zbliżoną do kultowej Angry Birds? W Toy Story:Smash it! wcielamy się w Buzza Astrala, bohatera jednej z najpopularniejszych bajek stworzonych przez studio Pixar. Buzz musi powstrzymać inwazję obcych, na których czele stoi okrutny imperator Zurg!
Angry Birds w 3D? Już po kilku minutach gry, widać wyraźnie, że Toy Story:Smash it! została wyraźnie zainspirowana kultową Angry Birds. Powiem nawet więcej, to takie Wściekłe Ptaki w 3D. Zadaniem Buzza jest zniszczenie wszystkich umocnień/konstrukcji, okupowanych przez obcych. Nasz bohater rzuca w określone miejsce, piłkami i częściami zabawek, a my obserwujemy jak wszystko rozlatuje się w drobny mak. Albo i nie, a my musimy restartować poziom. Pokonanym obcych, towarzyszy jęk rozczarowania i przyznanie się do porażki – możemy świętować sukces! Przejściu każdego z poziomów, podobnie jak w Angry Birds lub Cut the Rope, jesteśmy nagradzani określoną ilością gwiazdek – od 1 do 3. Na poziomach, możemy także spotkać 3 złote kostki (składające się na słowo „toy”) do zebrania, by móc otrzymać wszystkie 3 gwiazdki. Po przejściu wielu poziomów, muszę przyznać, że zdobycie wszystkich 3 gwiazdek nie jest łatwe, o czym się szybko się przekonacie. Jeśli nie będziemy mieli ochoty na bicie rekordów, wystarczy nam 1 gwiazdka i przechodzimy do następnego poziomu – wszystko zależy od nas.
Czysta przyjemność Do dyspozycji mamy jak na razie, 60 poziomów podzielonych na 4 duże części, przy czym akcja każdej z nich, ma miejsce w różnych częściach pokoju Andy’ego. Oczywiście, z poziomu na poziom, ich trudność rośnie, ale i tak nie jest on szczególnie wysoki – chodzi przede wszystkim o dobrą zabawę, jaką daje wywracanie elementów klocków i strącanie karykaturalnych przeciwników.
Buzzem sterujemy za pomocą przycisków z boku ekranu, poruszamy nim w lewo lub w prawo, podczas gdy resztą ekranu dotykowego mamy do dyspozycji, gdy rzucamy piłką. Przeniesienie idei Angry Birds [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 26 marca 2013, 13:33
Heroes of Destiny skutecznie łączy strategię czasu rzeczywistego oraz grę RPG, przypominając wizualnie niektóre z dobrze znanych produkcji tego gatunku (grafika a la World of Warcraft). Drużyna herosów rusza na ratunek światu – tylko my możemy uratować królestwo przed inwazją sił zła!
RTS i RPG Dowodzimy drużyną bohaterów i bierzemy udział wielkiej przygodzie, podczas której ratujemy wsie i miasteczka, plądrujemy kopalnie oraz zdobywamy skarby olbrzymiej wartości. Głównym wątkiem fabuły jest powstrzymanie inwazji dowodzonej przez potężnego demona. Naszą drużynę wysyłamy w różne lokacje na mapie przygód, a jeśli zdecydowaliśmy się, co do wyboru misji, przejmujemy nad nimi bezpośrednią kontrolę. Misje są w praktyce bitwami, podczas którym musimy wytłuc określoną ilość wrogów – czekają na nas hordy ogrów, goblinów, żywiołaków, a nawet płomieniste demony. Od czasu do czasu, będziemy także walczyć z wymagającymi bossami. W tym elemencie gra przypomina strategie czasu rzeczywistego, ponieważ musimy na bieżąco kontrolować zachowanie czwórki naszych herosów. Każda z bitew jest dzielona na małe sublokacje, po których przemieszczamy się automatycznie, kiedy pokonamy określoną partię wrogów. Po przejściu każdej części, jesteśmy nagradzani pieniędzmi, przedmiotami, a czasami także walutą premium (kryształy). W grze jest dostępnych od groma przedmiotów i są podzielone w kategorie określane kolorami – podobnie jak w World of Wacraft, są przedmioty purpurowe i pomarańczowe, charakteryzujące się szczególną mocą.
Nasi bohaterzy reprezentują klasy, dobrze znane z gier MMORPG – kontrolujemy postacie specjalizujące się w zadawaniu obrażeń (DPS), leczeniu (healer) oraz przyjmowaniu obrażeń na klatę (tank). Szalony berserker, potężny rycerz, kapłanka, złodziejka, czy mag – nasza drużyna będzie się składać z ciekawych indywiduów. Każda z postaci posiada współczynnik ataku, obrony i żywotności oraz awansuje po zdobyciu odpowiedniej ilości punktów doświadczenia. By awans był możliwy, musimy wydać trochę podstawowej waluty i poczekać określoną ilość czasu – z poziomu na poziom coraz dłużej. Aktualnie jest dostępnych aż 11 bohaterów, wliczając w to 4 płatnych, dostępnych tylko i wyłącznie za kryształy. Wykupienie reszty wymaga [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 22 marca 2013, 11:05
Dzisiejszym daniem jest jedną z wysokobudżetowych produkcji wydanych przez dobrze znaną firmę Gameloft, która ma w swoim dorobku pokaźną ilość gier mobilnych. Z ich jakością bywało bardzo rożnie – postaram się odpowiedź, jak wygląda to w wypadku Modern Combat 4: Zero Hour.
Powstrzymać nuklearną zagładę! Ponownie wcielamy się w dzielnego amerykańskiego wojaka Blake’a, który tym razem staje przed zadaniem powstrzymania Edwarda Page’a, szykującego coś na kształt atomowego holokaustu. My i nasza drużyna, musimy za wszelką cenę powstrzymać szaleńca i uratować przy okazji porwanego prezydenta Stanów Zjednoczonych. W ogólnym zarysie fabuła nie jest czymś szczególnym i takie same odczucia towarzyszyły mi podczas przechodzenia kampanii dla pojedynczego gracza. Wątek fabularny starcza na ok 4 godziny, nie jest to co prawda dużo, ale Modern Combat 4 sprawia wrażenie interaktywnego – nieco sztampowego, ale jednak filmu. Mimo różnych ciekawostek wprowadzonych do kampanii, gra wydaje się nawet gorsza niż poprzednie Modern Combat 3. Niewiele zmienia okazjonalna kontrola dronami, jakie za pomocą swojego tabletu ma do dyspozycji główny bohater gry.
Przeciwnicy, podobnie jak w innych strzelankach na telefon, nie są wirtuozami i raczej stanowią zagrożenie swoją liczebnością, niżeli inteligencją. Skrypt odpowiedzialny za ich zachowanie może nie koniecznie rzuca się w oczy, ale po przejściu na multiplayer lub po długim graniu w Shadowgun: Dead Zone, odczujemy ich skrajną głupotę bardzo wyraźnie. Nic nie zastąpi innego gracza naprzeciw naszego karabinu. Co do sterowania, nie stanowi ono problemu. Jest bardzo standardowe z wygodnym wspomaganiem podczas celowania (możemy to wyłączyć). Gałka analogowa z lewej strony ekranu, z prawej, przyciski akcji (strzał, bieg, celowanie) – jeśli jednak jest to Twoja pierwsza strzelanka na urządzeniu mobilnym, czeka Cię troszkę treningu.
Tryb multiplayer wymiata! Jasną stroną Modern Combat 4 jest sam w sobie tryb multiplayer. Projekty poszczególnych map są odpowiednio zaprojektowane i tak uczestniczymy w dynamicznych, pełnych adrenaliny jatkach z innymi graczami. Właściwie ciągle jesteśmy w ogniu walki i wierzcie mi, właśnie [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 21 marca 2013, 10:43
Grepolis to bardzo popularna strategia znana z przeglądarek, dostępna od jakiegoś czasu także na telefon, poprzez aplikacje na Androida oraz iOS. Wkraczamy w mityczny świat antycznej Grecji, gdzie ludzie pod opieką bogów, toczą bezustanną rywalizacje o władzę i pieniądze. Grepolis jest w całości po polsku.
W starożytnej Grecji… W Grepolis czeka nas rozwijanie ekonomii, różnorakich technologii oraz armii, której szeregi możemy zasilać potężnymi mitologicznymi stworzeniami. Na początku naszej przygody, czeka nas błyskawiczna rozbudowa dość skromnie wyglądającego miasta. Zaczynamy mając dosłownie kilka budynków, dlatego sporo pracy bez nami, by zrobić niego swoje małe imperium. Aktualnie dostępnych jest ok 20 różnych budynków, poza niezbędnymi konstrukcjami do wydobyciu surowców – każdy z nich możemy ulepszać, podnosząc poziom budynku. Jak w innych strategiach znanych z przeglądarek, mamy 7 dni okresu ochronnego – musimy sprawnie wykorzystać ten czas i przygotować się ataki na silniejszych graczy albo by stać się trudniejszym, mniej opłacalnym celem. Mechanika gry jest stosunkowo prosta, dlatego stosunkowo szybko, będziemy wiedzieli, co w trawie piszczy – szczególnie po skończeniu samouczka.
Istotną częścią Grepolis jest rozwój i troska nad różnymi źródłami pozyskiwania surowców – to klucz do szybkiego i zrównoważonego rozwoju. Zaczynamy od uzyskiwania ich od samouczka oraz przez budowane kopalnie, by potem zadbać o przypływ pieniędzy z naszej aktywności militarnej. Podstawowymi surowcami, niezbędnymi dla naszego rozwoju są drewno, kamienie oraz srebro. Dodatkowo istnieje jeszcze złoto – waluta premium, którą można kupić tylko przy użyciu prawdziwych pieniędzy.
Cyklopy, Cerbery i potężne Minotaury! Jednostki dostępne w Grepolis, są przyporządkowane do 3 kategorii – możemy zasilać armię w statki, jednostki lądowe oraz, wyjątkowo spektakularne, jednostki mitologiczne. Oczywiście, nie muszę podkreślać jak istotna jest armia – powinniśmy [...]
Recenzja dodana przez Morghur - 19 marca 2013, 11:29
Dwie zabójcze rasy spotykają się w Alien vs Predator: Evolution, pytanie tylko czy dla nas, graczy, oznacza to wciągającą zabawę, czy też coś z gruntu przeciwnego. Za produkcją stoją studia Angry Mob Games oraz Fox Digital Entertainment.
Obcy kontra Predator! Konflikt Obcego i Predatora jest sam w sobie, wyjątkowo porywający i bez wątpienia fascynujący – wie o tym praktycznie każdy fan tematyki science-fiction. Wiadomo także, że poza komiksami i komputerowymi odsłonami, seria nie doczekała się niczego szczególnego. Dotychczasowe filmy Alien vs. Predator oraz Alien vs. Predator: Requiem można sklasyfikować, jako niezbyt udane próby stworzenia czegoś godnego starcia obu zabójczych ras. Mocno trzymam kciuki i czekam, aż Hollywood weźmie się za to solidniej, inwestując przede wszystkim w dopracowany i zarazem ekscytujący scenariusz.
W Alien vs Predator: Evolution możemy zagrać dwiema tytułowymi rasami, podczas gdy ludzie pozostają wyjątkowo upierdliwymi przeszkodami. Kampania liczy aktualnie 19 głównych misji (9 misji dla Predatora oraz 10 dla Obcego). Przeplatają się ze sobą i czasami posiadają odnogę w postaci misji pobocznej – idealnej do nabicia punktów doświadczenia i punktów rasy, których potrzebujemy całe mnóstwo. Punkty rasy są walutą przyporządkowaną indywidualnie do każdego z bohaterów gry – zarówno Obcy, jak i Predator – zdobywają je po „swoich” misjach. Możemy za nie ulepszać Obcego w lepszy ogon, głowę, czy specjalne zdolności, podczas gdy Predator ma do swojej dyspozycji cały arsenał fantastycznych zabawek! Ekwipunek jest niesamowicie odwzorowany i obejmuje wszystkie części Predatora, nawet tą zekranizowaną przez Roberta Rodrigueza w Predators. Nowa maska w stylu Predatora Berserkera? Może jeszcze większe ostrza na nadgarstkach?! Zabójcza włócznia?! Wybór robi wrażenie.
A mogło być tak pięknie… Jako Predator zaczynamy mając jedynie malutkie ostrza umieszczone na rękach. Nasze pierwsze zadania koncentrują się na odbiciu z ludzkich rąk zarówno maski, jak i działka plazmowego oraz zbroi, odnalezionej przy jednym z poległych łowców. Podobnie „biednie” zaczynamy, jako Obcy, ale po kilku pierwszych misjach nabieramy zarówno sprawności w kontrolowaniu tytułowych [...]